Łapałeś za rękę i trzymałeś jak szczęście, dziś nawet nie wiem czy pamiętasz kim jestem.

Czuję się okropnie.. wiesz to, a mimo wszystko starasz się, by było mi jeszcze gorzej. Codziennie leżę na łóżku i myślę o tym jak było nam razem wspaniale, a za razem źle. Obwiniam się za każdą głupią kłótnię, zwalam każde twoje złe zachowanie na moją okropną osobę, próbuję sobie wszystko poukładać,a ty kopiesz mi codziennie większy dołek, z którego coraz gorzej jest mi wyjść. Wmawiasz mi bez przerwy, że jestem dla Ciebie ważna, że tyle dla Ciebie znaczę i tak dużo szczęścia Ci dałam. A później spotykamy się gdzieś przypadkiem, tulisz inną dziewczynę, odzywasz się chamsko i nie zwracasz w ogóle uwagi na to, że twój dawny „skarb” stoi przed Tobą i patrzy z smutnymi oczami na tą całą głupią sytuację. Świetnie bawisz się w objęciach innych dziewczyn, a próbujesz oszukać mnie, że to za mną tęsknisz. Zastępuję mnie wiele dziewczyn, a Ty wciąż trzymasz się swojej opcji, że tylko ja się liczę. Nigdy się nie liczyłam, nigdy nie liczyło się to, że cię kocham, nigdy nie liczyły się moje uczucia. Każda szansa, którą ode mnie dostałeś była dla ciebie tylko znakiem, ze jestem naiwnym śmieciem, który wszystko dla Ciebie zrobi i przybiegnie nawet umierająca do Ciebie byś poczuł się lepiej. Jestem w stanie oddać za Ciebie życie. Wiesz to doskonale. Sprowadzasz mnie tylko do tego stanu, bym skończyła ze sobą. Udowadniasz mi, że taki śmieć jak ja nie powinien żyć, że jest wiele takich, które potrafią dać Ci to samo szczęście, a nawet i większe. Coraz bardziej czuję się niepotrzebna i coraz bardziej chcę skończyć z tym wszystkim. Tłumaczysz się tylko tym, że kochający mnie rodzice będą tęsknić i nie dają sobie rady beze mnie. A popatrz. Ja kocham Ciebie, też nie daję rady żyć bez ciebie, boli mnie to tak samo jak bolała by rodziców moja strata. Szkoda, że bolałaby tylko rodziców. Szkoda, że ty miałbyś to w dupie i pewnie poszedł byś na melanż, zabawił się z kilkoma dziewczynami i zapomniał byś tak jak robisz to coraz bardziej, że ktoś taki jak ja istnieje. Że ktoś kto kiedyś był dla ciebie wszystkim, ktoś kto był dla ciebie największym podobno skarbem, ktoś kto był przy Tobie gdy tylko tego chciałeś, ktoś kto wszystko wybaczał, kochał i nadal kocha Cię bezgranicznie, ktoś dla kogo jesteś wszystkim…upada. Myślisz, że nie zabolało mnie dziś to, jak leżałeś w objęciach innej dziewczyny? Masz rację nie bolało. Rozwaliło mi to serce na jeszcze mniejsze kawałki. Naleciały mi tylko łzy do oczu. Zrobiło mi się okropnie smutno i przykro i znów poczułam się tylko śmieciem, tak masz rację, to nic wielkiego. Da się z tym żyć i normalnie funkcjonować. Tak masz rację, przecież ty wiesz jak to jest się czuć bezwartościowym. Ty wiesz jak to jest czuć się zdradzonym, zranionym i wiesz jak to jest być tak głupim i naiwnym. Tak ty wiesz, jak to jest czuć się wykorzystywanym, przecież każda dziewczyna Cię olewa i ma w dupie. No tak. JASNE, TY WSZYSTKO ZROZUMIESZ, TY WSZYSTKO PRZEŻYŁEŚ. Ty masz wiele dziewczyn, ty masz wiele przyjaciół i kumpli. Masz z kim wyjść, komu się wygadać, zawsze znajdzie się dziewczyna, która będzie chciała dać ci buziaka czy się z Tobą poprzytulać, być blisko. Ja miałam tylko Ciebie. Ja czuję wstręt gdy dotyka mnie inny chłopak. Ty tego nigdy nie zrozumiesz, nawet nie próbujesz tego robić. Nie udawaj, że obchodzi Cię to wszystko co się ze mną dzieje. W głębi duszy cieszyłbyś się ogromnie, gdybym znikła. Kiedyś to zrobię. Czekam tylko na moment, gdy nadejdzie odwaga i wtedy to zrobię. Wtedy będę szczęśliwa. Ja, ty i inni. Wszystkie dziewczyny będą miały Cię tylko dla siebie. Ja nie będę już dla nikogo przeszkodą. Zabawisz się tak jak tylko o tym marzysz, nie przejmując się tym, że gdzieś tam taka idiotka Julia płacze i ma myśli samobójcze. Będziesz miał spokój, wszyscy będziecie mieli. Popłaczecie i zapomnicie. Zawsze wszyscy zapominacie.

Cześć. Jestem dziewczyną, która była kiedyś silna. Jestem dziewczyną, która źle trafiła. Jestem dziewczyną, która wszystko straciła. Jestem dziewczyną, która się właśnie zabija..

Patrzę w lustro i nie wierzę, że to odbicie w nim.. to ja. Spuchnięte oczy, opadające powieki, rozmazany makijaż,  poszarpane włosy zawinięte w kucyk… patrzę i zadaję sobie pytanie co się ze mną dzieje? Nienawidzę siebie i tego ohydnego odbicia w lustrze. Nienawidzę swojego ciała, nienawidzę swojego charakteru i tych łez, spływających po moim policzku. Nienawidzę tego co ze sobą robię, mimo to nie potrafię przestać i tego zmienić. Nienawidzę tego, że niszczę się tak bardzo. Gdzie jest ta dziewczyna, która była tutaj jeszcze tak niedawno? Gdzie ta dziewczyna z ogromnym poczuciem swojej wartości, gdzie ta dziewczyna, która lubiła siebie i podobała się sobie? Gdzie ta dziewczyna, która czuła się szczęśliwą i kochającą? Znikła? To czemu jeszcze żyję skoro jestem już całkiem inną osobą? Siedzę i myślę jak bardzo sytuacje, które wydarzają się w naszym życiu zmieniają je i nas. Nie dziwię się, że nie potrafisz mnie kochać. Przecież sama nie kochałabym takiego śmiecia jakim jestem. Nie chcę byś odchodził i mnie zostawiał, jednak nie dziwię się, że chcesz to zrobić, przecież jak ja wyglądam, kim ja jestem?  Nie potrafię uwierzyć w to, że tak z dnia na dzień wszystko może się zmienić. Nasza samoocena może tak mocno spaść, możemy sami się tak bardzo nie znosić? Najstraszniejsze jednak jest to, że najtrudniejszą rzeczą jaką musimy robić to wychodzić z domu. Pokazywać się ludziom i udawać, że wszystko jest okej. Boję się wychodzić z domu. Ciągle mam wrażenie, że gdziekolwiek ktoś się śmieje, śmieje się ze mnie. Czuję się jakby w centrum uwagi wszystkich. Kochałam to kiedyś, ale teraz? teraz tego nienawidzę. Ciągle mam potrzebę zostawać sama. W szkole unikam wszystkich, szukam swojego miejsca, miejsca, w którym nikt mnie nie znajdzie. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Bez przerwy mam wrażenie, że wszystkim tylko przeszkadzam, zawadzam. Nie lubię tego. Nienawidzę tego. Najlepiej byłoby gdybym mogła zamknąć się w pokoju na klucz i w ogóle z niego nie wychodzić…jednak, to nie możliwe.

Litr wina i pół wódki I sześć szlugów, byś palił i snuł smutki.

W życiu  pocałowałam już więcej butelek wódki niż chłopaków. Dochodzę do wniosku, że cokolwiek „całuję” wszystko gaśnie. Alkohol kiedyś zejdzie, wytrzeźwiejemy. Pocałunki chłopaka zostaną tylko w naszej pamięci,a on także odejdzie z naszego życia. Co jedno i drugie nam daje? Tylko wspomnienia. Jest jednak jedna ogromna różnica między jednym a drugim. Trzeźwienie mniej boli niż strata chłopaka. Czasem mam ochotę wypić tyle, by zapomnieć o Tobie, ale kiedyś wytrzeźwieję i znów będę płakać za tobą, jednak z dodatkiem porannego kaca. Z kaca można się wyleczyć, a jak wyleczyć się z Ciebie? Nie jesteśmy już razem jakiś czas. Od tego czasu codziennie płaczę i niszczę się coraz bardziej. Czasem kreseczka, czasem upadek, czasem kilkugodzinny płacz, brak snu, brak jedzenia. Miałam nadzieję, że będzie już lepiej. Widzę, że na nowo zależy Ci na naszej znajomości, ale boję się….boję się tego, że za kilka dni znów Ci się znudzę i znów mnie olejesz i znów inna będzie ważniejsza i znów upadnę jeszcze niżej. Jeśli w ogóle da się upaść niżej. Ogromny strach przed tym nie daje mi nadal normalnie funkcjonować. Nadal mam ochotę tylko na to, by sprowadzać się do jeszcze gorszego stanu niż jestem i zniknąć całkowicie z życia wszystkich i uczynić ich życie pięknym oraz szczęśliwym. Coraz bardziej staję się wrakiem i coraz bardziej tracę sens w życie. Boję się, że starasz się znów tylko na chwilę. Proszę.. nie zostawiaj mnie znów, proszę nie dawaj mi upaść niżej. Nie chcę tego. Chcę się podnieść jednak nie daje rady zrobić tego sama. Nie odchodź po raz kolejny.

Obiecałeś być zawsze, być mimo wszystko..

Była pieprzoną romantyczką, która wybaczy wszystko.

Każdy popełnia błędy, ale z czasem trzeba umieć o nich zapomnieć lub po prostu przestać myśleć. Nie ma człowieka idealnego, który robi wszystko dobrze. KAŻDY spieprzył już coś w swoim życiu. Ja spieprzyłam wszystko to co najważniejsze. Ty także coś spieprzyłeś, ale nie mam Ci tego za złe. Widzę, że aktualnie myślisz o tym i zmieniasz się. Doceniam to. Nie chcę by ktoś zmieniał się dla mnie radykalnie, chcę by zobaczył tylko swój błąd i starał się nie popełnić go znów. Czasem zdarza się, że popełnimy jeden błąd kilka razy. Popełniamy go tak długo aż w końcu zauważymy, że to jest złe. Każdy uczy się przecież na błędach. Ja, ty, on i ona także. Czasem trzeba umieć żyć przyszłością a nie samą przeszłością. Tylko wiesz.. trochę trudno żyć w przyszłości, w której nie ma Ciebie. Potrafię zapomnieć i wybaczyć Ci twoje błędy, ale nie potrafię przestać Cię kochać. Codziennie ktoś przypomina mi o twoich błędach. Zadaje setki pytań, ale czemu? dlaczego? co się stało z wami? Przeważnie milczę lub odpowiadam krótkie „nie ważne”, „tak wyszło”. Najczęściej to boli, ale przecież im tego nie pokaże. Wolę popłakać sobie gdy jestem sama. Płaczę, ale nie potrafię się gniewać. Za mocno kocham, by móc to robić. Chciałabym abyś dostrzegł wszystkie swoje błędy, naprawił je i wrócił. Tylko o tym marzę, tylko na to czekam, przecież wiesz. Każdy to wie. Każdy wie, że jedno słowo a znów będę twoja. Chcę być Twoja. Chce być Twoja mimo wszystko co się stało. Tylko nie chcę, byś zranił mnie znów w takim sam sposób. Poczekam więc,aż wszystko sobie poukładasz. Moja nadzieja nigdy nie zniknie. Jeśli zniknie, to ja zniknę razem z nią. Z nikim innym żyć nie chcę. Nie chce kochać nawet największego przystojniaka na świecie, jeśli w ogóle ktoś potrafi być przystojniejszy od Ciebie. Chcę Ciebie. Z każdą Twoją wadą. Wiem, że je masz. Akceptuję je. Wiem jaki jesteś. Nie jesteś zerem. Nie jesteś chujem. Po prostu nie potrafisz kontrolować tego co robisz i czujesz. Jednakże do póki żyję, kochać Cię będę i nie obchodzi mnie co mówią o Tobie inni. Dla mnie jesteś idealny szkoda, że tego nie dostrzegasz. Szkoda, że myślisz, że jakiś idiota potrafiłby mi cię zastąpić. Nie chcę byś tak myślał, ale co mogę zrobić. Bardzo rzadko wierzysz w to co mówię. Najczęściej masz swoje zdanie i tylko go się trzymasz. Czasem masz bardzo niską samoocenę, choć nie wiem dlaczego.. przecież jesteś cudowny. Czasem ranisz, bardzo mocno, ale jesteś idealny. Każda chciałaby Cię mieć. Miałam Cię tylko ja, byłam wtedy najszczęśliwsza widząc ich zazdrosne twarze. Teraz ? Sama jestem zazdrosna, bo nie jesteś już tylko mój. Płaczę, że ktoś inny może mieć mój skarb. Nie chcę tego. Chcę byś był mój, tylko…

Ona umarła potem z miłości, z owej tęsknoty i samotności.

Znów coraz gorzej. Mam zawroty głowy i jest mi słabo mimo to nie mam ochoty jeść, pić. Mam ochotę spać, a gdy zasnę budzę się średnio co 20 minut. Za każdym razem moje oczy są pełne łez. Siedzę z rodzicami w pokoju i momentalnie wybiegam z niego w stronę łazienki z głupim pretekstem „jejku, zaraz się posikam”. Wbiegam do łazienki, szybko się zamykam i chwytam czegokolwiek by tylko się nie przewrócić. Płaczę. Znów tęsknie, znów mi go brakuje. Jego głupiego pocałunku i przytulenia. Znów mam ochotę wybaczyć mu wszystko, tylko mieć go obok. Znów nienawidzę siebie, że wszystkich tracę. Siadam na ziemi, łzy lecą strumykiem. Po chwili jednak dochodzę do wniosku, że „byłam tylko siku”. Wychodzę z łazienki, zamykam się w pokoju i wchodzę tutaj. Próbuję znów się uspokoić i wygadać, jednak to nie pomaga. Łzy lecą i lecą i nie mają zamiaru przestać. Znów przeglądam te wszystkie zdjęcia. Znów myślę o wszystkich najlepszych wspomnieniach. Spokojnie.. te złe też pamiętam, ale po nich płacze się gorzej. Coraz częściej źle mi się oddycha i to nie tylko prze fajki. Zaciska mnie w środku. Duszę się. Najważniejsze, że rodzice myślą, że ciągle się uczę. „Nauka stała się dla niej w końcu ważna”. Tak, tak. Zakład jest ważny. Zakład z NIM… jest bardzo ważny. Wszystko co związane z nim jest ważne. Tylko on ma przecież sens. Tylko nadzieja, że może kiedyś jeszcze wróci mnie tutaj trzyma. Chodź czasem mam ogromną ochotę zniknąć.. ale brak odwagi. Fajki powodują raka, nie jedzenie powoduje anoreksje, anoreksja powoduje śmierć, alkohol też szkodzi – może kiedyś samo się uda.. i w końcu będę szczęśliwa?

Dzięki Tobie skumałem, że ten brzydki świat jest piękny. I nie liczy się tutaj nic tylko momenty..

Całymi dniami przeglądam album, w którym znajdują się nasze zdjęcia. Pamiętam te wszystkie chwile, jakby wydarzyły się wczoraj. Pamiętam dokładnie minutę po minucie co i gdzie się działo. Podszedłeś do mnie z piwem w ręku, zapytałeś czy chcę. Krótka rozmowa i tyle. Niby nic a tyle się dzięki temu stało. Na początku byłeś mi obojętny, ale po tygodniu ? Stałeś się najważniejszy. Nie wierzyliśmy, że miłość od pierwszego wejrzenia może w ogóle przetrwać chodź miesiąc. Codziennie pisaliśmy od rana do wieczora. Często nie spaliśmy po nocach by ze sobą pisać.  Czekaliśmy z taką wielką nie cierpliwością na urodziny kolegi, pamiętasz? OH! Te cudowne urodziny. Pierwszy pocałunek. Pamiętasz jak wszyscy nas szukali ? A my ? Jak zaczarowani, staliśmy, całowaliśmy się i cieszyliśmy się sobą, tak bardzo jak tylko potrafiliśmy. Za 2 dni dokładnie w niedzielę 21 września pierwszy raz do mnie przyjechałeś. Spacerowaliśmy za ręke po mojej „pięknej” okolicy, z której zawsze się śmiałeś i mówiłeś „jebać Hoyme” . Gdy zrobiło mi się zimno poszliśmy do mnie do domu. Poznałeś wtedy moją mame, tatę, którzy do teraz uwielbiają Cię i traktują jak członka rodziny. Poznałeś mojego bratanka, który ciągle nam wchodził do pokoju i przeszkadzał..pamiętasz? A plakaty na ścianie, które za każdym razem mi „niszczyłeś”, bo nienawidziłeś moich idoli? Zawsze siadałam ci na kolanach i całowaliśmy się bez przerwy. Tuliliśmy się, leżeliśmy, rozmawialiśmy. Często mama pytała nas czy my w ogóle rozmawiamy, bo jest tak cichutko. Mówiliśmy wtedy, że rozmawiamy własnym sposobem. Pamiętasz? 2 sposoby komunikowania się. A pamiętasz co było 2 grudnia? Wydaje mi się, że nie.. a ja pamiętam. Tak samo jak dokładnie pamiętam najpiękniejsze Mikołajki w moim życiu. Słodko wyglądałeś, ubrałeś wtedy moją czapkę mikołaja i mówiłeś, że jesteś tylko moim… takim osobistym mikołajem. Pamiętam wszystko.. mogłabym tak piać i pisać i pisać.. dzień po dniu, no ale trochę płacz mi przeszkadza. Oh.. tęsknie za tym wszystkim. Dokładnie rok temu byliśmy razem, a teraz osobno. Powoli już jakbyśmy się nie znali… a jednak, znamy się. Popatrz jak długo i dobrze. „Popatrz”..heh.. i tak nigdy tego nie przeczytasz… Traktuję ten blog jak mój wirtualny pamiętnik, którego nikt z moich znajomych nie przeczyta.

Czy można przestać kochać niebo tylko dlatego, że czasem jest burza?

Obrażaj mnie, zdradzaj mnie,okłamuj mnie, rań mnie,  mogę być dla ciebie najgorszą dziewczyną na świecie, możesz nazwać mnie szmatą, dziwką..ale pamiętaj, że Twoje słowa są najważniejsze i to twoje słowa zapamiętuje na zawsze i tylko po Twoich słowach potrafię płakać całymi dniami i nocami. I pamiętaj, że moja miłość do Ciebie nie wygaśnie. Po tym co przeszliśmy, co zrobiłeś.. uważam, że powinieneś to wiedzieć. Jeśli kocha się kogoś prawdziwie, to nie da się od tak przestać kochać. Jeśli Tobie się to udało, to dziękuję, że okłamywałeś mnie nawet w tak ważnej sprawie. Dziękuję, że potrafiłeś mówić „kocham Cię” nie czując tego. Gdybyś naprawdę kochał nie odszedł byś. Nie zostawiłbyś mnie samej w takim stanie. Pomógłbyś mi powstać znów z tego gówna, w którym aktualnie się znajduję. Ja nie przestałam Cię kochać pomimo tego co mi zrobiłeś, a popatrz.. co ja zrobiłam Tobie? Miałeś powód by mnie zostawić? A no tak… zazdrość. Przepraszam, że byłam zazdrosna o każdą dziewczynę, na którą spojrzałeś, pisałeś czy powiedziałeś jej głupie cześć. Przepraszam..bałam się Cię stracić. Bałam się właśnie tego co jest…tego bólu, tej tęsknoty..

Wiem, że często Cię denerwowałam, ale nigdy nie chciałam Cię zranić. Zawsze Twoje szczęście było i nadal jest najważniejsze. Zrobiłabym wszystko byś był szczęśliwy. Chciałabym widzieć Twój uśmiech…taki szczery, prawdziwy i najpiękniejszy jak kiedyś… Jednakże boję się, że już nigdy go nie zobaczę. Zostały mi tylko zdjęcia i wszystkie wspomnienia zapisane w mojej głowie. Twój piękny uśmiech, kochane oczy… to wszystko, przez co w tym momencie płaczę. Kurwa. Co się ze mną dzieje. Bez Ciebie nic nie ma sensu. Nie chce istnieć..

Nie wiem czy jestem gotowa na to, abyś był nikim w moim życiu.

Odejść od osoby, którą się kocha i jest bardzo trudno. O wiele trudniej niż mogło by się wydawać. Ta decyzja wymaga dużego poświęcenia. To nie jest łatwe, tak z dnia na dzień urwać kontakt z kimś, z kim rozmawialiśmy codziennie od rana do wieczora. Z kimś z kim przeżyło się tyle wspaniałych chwil, przeszło się tyle trudnych momentów. Podjęcie takiej decyzji pokazuje jednak, że szczęście drugiej osoby jest dla nas ważniejsze niż my sami. Sprawiamy sobie ból, przecież my nie umiemy żyć bez tej drugiej osoby obok, kochamy ją… ale ona jest szczęśliwsza sama, więc trzeba pozwolić jej odejść. „Jak kocha to wróci” – cały czas mam taką głupią nadzieję. Mam nadzieję, ze ten mój głupek kiedyś do mnie wróci, że zmieni się i będę dla niego w końcu najważniejsza..

Oddałabym wszystko by zatrzymać go przy sobie, ale nie mogę go do niczego zmuszać. Jednak nie wiem jak mam się pozbierać po stracie jego jak i po stracie brata. Obu kocham, obu nie mam. Każdy ode mnie odchodzi..czy to ze mną coś złego? Może mnie powinno tu nie być? Nie byłam planowanym dzieckiem. Kilka dni po urodzeniu miałam silną żółtaczkę. Może to był znak, że ja się nie nadaje do życia? Może już wtedy powinnam umrzeć? Jednak teraz? Jestem słabiakiem, nie mam siły. Czuję, że jest ze mną coraz gorzej, ale nie potrafię nic zrobić. Wydarte jego inicjały gdzieś na ciele, to jedyne na co mnie stać. Słabiak. Pieprzony słabiak. Potrafię tylko płakać i wszystkim przeszkadzać. Potrafię tylko stwarzać problemy i niszczyć innym życie by chodź na chwilę poczuli jak to jest mieć źle w życiu i by w końcu się ode mnie odwalili. Daje wam wszystkim znak, ale wy nie potraficie go rozczytać. Szukam pomocy, płacze, chcę się podnieść.. ale sama sobie ręki nie podam. W sumie… to i tak tylko jedna osoba potrafi znowu wyprowadzić mnie na prostą. Tak jak robiła to od 19 września 2014 roku. Podniosła mnie.. a teraz zrzuciła z jeszcze większego piętra… na dno. Samiutkie dno.

Miłość?

Miłość to uczucie niby piękne.. jednak, czy zawsze? Czy istnieje miłość naprawdę szczęśliwa i prawdziwa? Ja już coraz mniej w to wierzę…

Mój związek trwał rok. Mieliśmy dużo wzlotów jak i upadków.. chyba jak u każdego. Jednak my sobie nie umieliśmy dawać z tym rady. Pokusy czasem były ważniejsze niż uczucia drugiej osoby. Czasem ktoś o kimś zapominał. Szkoda, że to jednak zawsze zapominano o mnie, bo potrzeby innych były ważniejsze. Wydawałoby się, że związek mieliśmy idealny. Zawsze słyszałam, jak mówili o nas jak dobrze dopasowani jesteśmy, jak słodko wyglądamy, że my nigdy się nie rozpadniemy, bo nasza miłość jest tak ogromna.. he.. a jednak. Pewnie mówicie sobie teraz „co też 15 latka może wiedzieć o miłości” lub „nie ten to inny”, ale chyba jak każdy, będąc z kimś i kochając kogoś marzy się o tym, że będzie to trwało już „na zawsze”. W dzisiejszych czasach jednak „na zawsze” oznacza „aż mi się nie znudzisz”. Taka jest prawda, przykra, ale prawda. Teraz nie każdy potrafi być wierny i kochać jedną osobę. Gdy inna „księżniczka” ubierze lepszą sukienkę tam książę leci…

To przykre, nawet bardzo. Jestem osobą bardzo wrażliwą, szybko się przywiązuję i nienawidzę zostawać sama. Zawsze walczę o swoje i nigdy się nie poddaję, gdy się czegoś uprę. W tym wypadku też tak było. Ciągle walczyłam, by wszystko uratować, by nie odszedł. Jednak nie dałam rady. Wybaczanie, dawanie kolejnych i kolejnych szans dla niego chyba nic nie znaczyło… Sama już nie wiem czy on mnie kiedykolwiek naprawdę kochał? Czy byłam tylko zabawką? Może on tylko lubi bawić się kilka razy tymi samymi zabawkami i po to wracał, by się pobawić chwile i znaleźć kolejną, nowszą, lepszą? Może tylko ja potrafię „bawić” się jedną? Mam mętlik w głowie. Nie wiem czy to wszystko było kiedykolwiek prawdziwe. Może tylko tak wyglądało. Złudzenie… jedno wiem na pewno – Kocham Go i tęsknie za nim.

Może tak wszystko od początku..

Wszystko zaczęło się w sumie 13 września 2014 roku, he.. zakończenie lata, festyn, znajomi, fajna zabawa. Wydawało się, że będzie to jeden z najlepszych dni w moim życiu. Poznałam fajnego chłopaka. Wysoki, brunet, zielone oczy, kochany, zabawny, opiekuńczy… oh ideał. Wszystko wyglądało jak z bajki.. jednak.. każda bajka ma swój koniec. Raz lepszy, raz gorszy. Moja niestety miała ten koniec bez happy end’u. Przyjechałam do domu,byłam dość zmęczona, więc poszłam się umyć i spać. Obudził mnie jednak brat. Trudno jest nie słyszeć krzyków, pisków, płaczu gdy na ogół zawsze jest cisza. Przyszedł w stanie nietrzeźwym, pod wpływem narkotyków i innych środków odurzających. Wyglądał przerażająco. Strasznie się go bałam.. siedziałam zawinięta po głowię w kołdrę i nasłuchiwałam tej całej nieprzyjemnej sytuacji w domu. Nie miałam odwagi, by wyjść z pokoju, cała się trzęsłam. Bałam się, że wejdzie mi do pokoju i coś mi zrobi..

Najgorsze jednak było to, że nie była to jednorazowa akcja. Na początku zdarzało się to raz w miesiącu, dwa.. później już co tydzień..codziennie. Uciekałam przed własnym bratem. Przed bratem, którego kochałam najmocniej na świecie, za którego oddałabym życie. Od dziecka był najważniejszą osobą w moim życiu. Przez niego byłam ciągle w domu, rodzice nie pozwalali wychodzić mi na dwór. Nie mogłam wychodzić nawet na klatkę schodową, ponieważ brat mieszkał w tym samym bloku, jednak kilka pięter wyżej. Codziennie płakałam przez to, co brat ze sobą robił. Przez to, że nie mogłam z nim normalnie porozmawiać, przytulić się, powygłupiać. To bolało i boli do teraz. Nie ma go już ze mną. Aktualnie siedzi za kratkami i nie wiem czy kiedykolwiek go jeszcze zobaczę…

Jednak muszę mu za coś kiedyś podziękować.. dzięki niemu „ideał”, o którym mowa na początku, zaczął się mną interesować. Pomagać mi, pocieszać i wspierać. Był codziennie blisko, nigdy nie zostawiał mnie samej. Próbował zastąpić mi brata tak bardzo, jak tylko potrafił. Dzięki niemu potrafiłam się znów prawdziwe uśmiechać i wierzyć w to, że brat jeszcze kiedyś do mnie wróci. Dał mi tyle miłości i szczęścia jak jeszcze nikt nigdy dotąd. Był i w sumie nadal jest tym co w moim życiu jest najpiękniejsze i najlepsze..mimo, że nie dzielimy już jednej „ławki”…że, odszedł..
Zostałam w sumie sama. Nie ma go już ze mną, tak samo jak nie ma brata. Kocham ich obu tak bardzo, że bez nich już nic nie wygląda tak samo. Każdy dzień jest tylko dniem po prostu do przeżycia..do udawania, że jest dobrze. A nie jest i nie wiem czy jeszcze kiedyś będzie.